niedziela, 21 czerwca 2015

Dwunasty, bo jeszcze świeci.

-Cześć. -powiedział wysoki mężczyzna stojący pod moimi drzwiami, uśmiechając się lekko. Prawdę mówiąc od razu zauważyłam, że jest bardzo przystojny. Poczułam się przy nim strasznie dziwnie. Jakoś tak inaczej. Jakby zrobiło mi się cieplej. -Jestem Rafał Buszek. -powiedział, wyrywając mnie z zamyślenia. 
-Luiza Słoneczna, w czym mogę panu pomóc? -powiedziałam, chyba trochę za oficjalnie. 
-Mów mi Rafał. Możemy porozmawiać w środku? 
-Och, jasne. -Trochę onieśmielona otworzyłam drzwi i zaprosiłam go do środka. -Może się czegoś napijesz? Herbaty, kawy? 
-Herbaty bardzo chętnie. - uśmiechnął się do mnie i poczułam dziwne wibracje w moim brzuchu. Postawiłam dwa parujące kubki na stole i spojrzałam na mojego towarzysza. 
-A więc? O czym chciałeś porozmawiać? 
-Jak pewnie się domyśliłaś, rozmawialiśmy już przez telefon. Ja właściwie w tej samej sprawie. 
-Nikolaya znów dziś nie było? -zapytałam z udawanym zdziwieniem. Szczerze, to chciało mi się płakać. Że też akurat ten dziwny facet musiał przyjść dzisiaj. 
-Tak. Dlatego przyszedłem się czegoś dowiedzieć. Jego dom stoi pusty, więc pomyślałem..
-Co ja do cholery mam z nim wspólnego? Czemu wszyscy się mnie o to pytają? -wybuchłam w końcu, odsłaniając swoje uczucia. W moich oczach momentalnie zagościły łzy. 
-Och. Przepraszam. Wszystko w porządku? -na widok jego zmieszanej miny, trochę się uspokoiłam.
-To ja przepraszam. Nie powinnam była tak reagować. Rozumiem, że się o niego martwicie i że miał być na treningu, ale ja nie jestem osobą, która może coś o tym wiedzieć. Przykro mi.
-Och, a więc nie jesteście razem? 
-Ja... Nie wiem. -jego brew od razu podjechała do góry. -To znaczy.. -Wyglądał na coraz bardziej rozbawionego. -Nie. Nie jesteśmy razem. -oznajmiłam. 
-Na prawdę? -kiwnęłam głową. -Cóż, skoro tak to przepraszam. Nikolay mówił coś innego. -powiedział i zaczął zbierać się do wyjścia. 
-Niko powiedział, że jesteśmy parą? -zapytałam zupełnie zbita z tropu. 
-Och, tak. I to od bardzo dawna. Sądząc po Twojej reakcji, to niewiele o tym wiesz. -już zupełnie nie krył uśmiechu na twarzy. Byłam wściekła, ale uśmiech Rafała był na prawdę hipnotyzujący. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. 
-Cóż. Ja zupełnie nic na ten temat nie wiedziałam. -dostrzegłam teraz, jak w jego oczach zapalają się małe światełka. 
-Czyli jesteś wolna? -zapytał, nonszalancko opierając się o framugę drzwi. Normalnie byłabym zniesmaczona jego zachowaniem, ale miał on w sobie coś takiego.. przyciągającego. 
-Tak. -odparłam pewnie, patrząc mu prosto w oczy. Wydawały mi się nieziemsko piękne. 
-A więc może dasz się zaprosić na małe przyjęcie w ten piątek? 
-Och, z przyjemnością. -odpowiedziałam z uśmiechem. W tej chwili nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Zupełnie zapomniałam o Tobie i tym całym zamieszaniu w moim życiu. Teraz to on był na pierwszym planie, przysłaniając wszystko inne. 
-Do zobaczenia? 
-Do zobaczenia. 
-Będę o dziewiętnastej. -kiwnęłam głową na zgodę. Rafał przez chwilę się zawachał, ale później podszedł do mnie i pocałował w policzek. -Pięknie pachniesz. -wyszeptał i już go nie było. A ja dalej stałam nieruchomo, z szeroko otwartą buzią i szybko bijącym sercem.  

piątek, 5 czerwca 2015

Jedenasty, bo robi się chłodno.

Następnego dnia znowu rzekomo udałeś się na trening. Zapewniałeś mnie, że na pewno tam i że za niedługo wrócisz. Ja jednak wolałam mieć pewność. Oczywiście udałam się za Tobą. Moje obawy zaczęły się iścić, gdy wcale nie jechałeś w stronę Podpromia. Jechałam praktycznie za Tobą, ale tego nie dostrzegałeś. Byłeś bardzo zajęty rozmową przez swoją komórkę. Dotarliśmy w końcu do jakiegoś małego hoteliku na obrzeżach Rzeszowa. Byłam niesamowicie zaniepokojona. Nie wiedziałam co mam myśleć, jaka jest prawda. Masz kochankę? A może to tylko jakiś kumpel? Zająłeś miejsce na parkingu, ale nie wysiadałeś z auta. 
W mojej głowie zaczęły układać się różne i naprawdę dziwne scenariusze. Czułam się podle, ale za razem tak dziwnie. Zaintrygowana, zaniepokojona, ciekawa, zła, wściekła. Miałam dość tej całej gry, tych podchodów. Chciałam żyć w prawdzie, zaufaniu, stabilizacji. Oczywiście lubiłam, jak coś się dzieje. Nie chciałam nudnego związku, tylko taki oparty na szczerości. Właśnie zbierałam doświadczenie, że z Tobą się tak nie da. Kolejny raz kombinujesz, kręcisz. Miałam już tego po dziurki w nosie. Ale dalej czekałam i obserwowałam rozwój zdarzeń. Jak na razie nic się nie działo. Siedziałeś w samochodzie i wyglądałeś jakbyś na kogoś czekał. Miałam ochotę podbiec do Ciebie i żądać wyjaśnień, ale się powstrzymałam. Wiedziałam, że ten mój plan śledzenia Ciebie być może jest słaby i głupi, ale nie miałam lepszego pomysłu. To była jedyna szansa by dowiedzieć się prawdy. Przyglądałam się Tobie i robiło mi się strasznie źle. Zdałam sobie sprawę, że za szybko i za bardzo pozwoliłam Ci wejść do mojego serca. Zdałam sobie sprawę, że powoli Cię tracę, choć nawet tak na dobre ze sobą się nie związaliśmy, bo przecież oficjalnie nie byliśmy ze sobą. Ale tracę Cię jako przyjaciela, człowieka, kolegę, bratnią duszę. Mówiłeś mi nawet o swoich sprawach mniej niż na początku naszej znajomości. Kiedyś mówiłeś mi wszystko. A teraz ogranicza to się do kilku zdań, co było na treningu, jak się czujesz lub co zamierzasz robić. Drygnęłam, gdy zadzwonił mój telefon. To byłeś Ty. Nie wiedziałam, co mam zrobić, ale odebrałam.
-Tak? 
-Hej Lui.
-O, Nikolay. Nie masz treningu?
-No właśnie tak się składa, że potrwa dzisiaj trochę dłużej. Chciałem ci tylko powiedzieć, żebyś się nie martwiła. -kłamałeś, a po moich policzkach popłynęły łzy. Starałam się je trochę zatamować. 
-Aha. No to okej. -odpowiedziałam.
-Do zobaczenia wieczorem, skarbie. 
-Do zobaczenia. -usłyszałam pikanie w słuchawce i spojrzałam na Twój samochód. I w tym momencie z hotelu wyszła wysoka, blond włosa kobieta. Wysiadłeś, a ona pocałowała Cię w usta. 
Dalej nie patrzyłam, choć może powinnam. Moje serce właśnie z hukiem rozbiło się o podłoże. Oparłam głowę o kierownicę. Z moich oczu płynęły łzy, których już nie umiałam zatrzymać. Poczułam się nikim. W jednej chwili straciłam grunt pod nogami. Czułam się jak tonąca. Jakby woda zaczęła wypełniać moje płuca po ostatnim możliwym wdechu, który miał mnie uratować, a okazał się zgubnym, szybciej mnie zabijając. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Potulnie wrócić do domu i na Ciebie czekać? Nie wyciągać pochopnych wniosków? Spakować się i wyjechać? A może zapomnieć o tym i żyć jak gdyby nigdy nic? Wiedziałam natomiast, że nie powinnam tutaj tak sterczeć. Otarłam łzy nadgarstkiem i wróciłam do domu. 
Widok jaki tam zastałam, zupełnie utwierdził mnie w przekonaniu, że nie mam pojęcia co się dzieje w moim życiu.

środa, 22 kwietnia 2015

Dziesiąty, bo promienie słabną.

Obudziłam się w Twoich ramionach. Byłam obolała, ale szczęśliwa. Nigdy przedtem nie sądziłam, że to wszystko tak się potoczy. Ale niczego nie żałowałam. Bo właściwie nie miałam czego. Poczułam, jak muskasz mnie dłonią po skroni, uśmiechając się.
-Witaj słońce. -wyszeptałeś mi do ucha, całując je lekko.
-Hej. -uśmiechnęłam się otwierając oczy. 
-Jak się spało?
-Wyśmienicie, a Tobie? 
-Jeszcze lepiej. -zaśmialiśmy się. Patrzyłam na Ciebie z miłością w oczach. Przyglądałam się Twojemu nieziemskiemu ciału, okrytemu zaledwie cienkim prześcieradłem. Dłońmi masowałam mięśnie Twojego brzucha. A Ty uśmiechałeś się błogo, całując mnie po twarzy. Czułam się wyśmienicie. Tak radośnie, szczęśliwie, przyjemnie. Nie chciałam już nigdy wychodzić z łóżka. Ale miałam też pewne obawy. Nie wiedziałam przecież, jak to z nami jest. Nie dałeś mi żadnego zapewnienia, wyznania. To właściwie był tylko seks. Ale wtedy bym Cię tu nie zastała, prawda? A Ty byłeś. Leżałeś obok mnie i całowałeś. To musiało coś znaczyć. 
-Jesteś głodna? -zapytałeś, a ja czując już od dawna burczenie w moim brzuchu, przytaknęłam głową. Zaśmiałeś się i wstałeś, ukazując się mi zupełnie nago. 
-Czemu się tak dziwnie patrzysz, kochanie? -zapytałeś i zrobiłeś śmieszną minę. 
-Po to mam oczy, kochanie. -odpowiedziałam, a Ty pokręciłeś głową, założyłeś bokserki i zerwałeś ze mnie kołdrę, odsłaniając moje ciało. 
-Ej! 
-Jesteś tak piękna. -wyszeptałeś, całując mnie.
-Idź już robić to śniadanie. -zaśmiałam się i zaczęłam ubierać. Ty dałeś mi buziaka w czoło i powędrowałeś do kuchni. Ja ubrałam się i odświeżyłam w łazience. Gdy skończyłam poczułam zapachy dochodzące z kuchni.
-Co pysznego przyrządził mi mój osobisty kucharz? -zapytałam, obejmując Cię od tyłu w pasie. Ty śmiesznie zamruczałeś i obróciłeś mnie do siebie przodem.
-Chrupiące grzanki z dodatkami. 
-Mmmm. A jakimi dodatkami?
-A jaki by pani sobie życzyła? -wymruczałeś. 
-Ciebie. -pocałowałam Twoje usta. Zaśmialiśmy się i zabraliśmy za posiłek. 
-Masz dzisiaj trening? 
-Nie. Dziś jestem cały twój. 
-Brzmi kusząco. -zaśmiałam się. 
-Może się gdzieś wybierzemy? Kino? 
-Świetny pomysł. 
-A potem może jakaś kolacja i ..-uśmiechnąłeś się tajemniczo.
-Zobaczymy jeszcze. -zaśmiałam się i zabrałam za zmywanie naczyń. Przez cały czas czułam na sobie Twój wzrok. Obserwowałeś każdy mój ruch. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem. 
Dzisiejszy dzień był niesamowity. Najpierw, tak jak zaplanowaliśmy, byliśmy w kinie. Potem zabrałeś mnie na romantyczną kolację, przy świecach, z drogim szampanem. Traktowałeś mnie jak księżniczkę. Czułam się, jakbym dryfowała nad ziemią. Lecz wieczorem, gdy wróciliśmy, dostałeś dziwny telefon. Podczas rozmowy wyszedłeś z pokoju i wróciłeś bardzo zdenerwowany.
-Wszystko w porządku? -Zapytałam.
-Oczywiście. -uśmiechnąłeś się sztucznie, a ja już wiedziałam co się szykuje. -Tyle że, słuchaj... no bo.. muszę już iść. -'Jak zwykle' -pomyślałam, ale Ciebie już nie było. I tak oto powróciły stare czasy. 
Kolejne dni były zresztą podobne. Niby spędzałeś ze mną trochę czasu, ale potem szedłeś na trening i znikałeś. Strasznie mnie to irytowało. Przy każdej delikatnej próbie moich pytań o cele Twoich wycieczek, skutecznie mnie olewałeś. Kolejny raz zmartwiłam się, gdy któryś z klubowych kolegów, zadzwonił do mnie i zapytał, czemu nie przyszedłeś na trzeci z kolei trening. Szczerze to byłam w szoku, ponieważ jakąś godzinę temu, rzekomo na niego się udałeś. Odparłam, że nie mam pojęcia. 
-Przepraszam, że w ogóle o to pytam, ale wiesz może, czy Nikolay zamierza zmienić klub? -to pytanie nurciło mnie od jakiegoś czasu. Kiedyś przecież Niko rzucił jakąś taką dziwną aluzję. Jednak miałam nadzieję, że to nie prawda.
-Z tego co mi wiadomo, to chciał przedłużyć kontrakt..
-Aha, no to dziękuję. A mogę jeszcze jedno pytanie? Czy Niko nie lubi się z którymś z zawodników? -wiedziałam, że zdziwiłam tym pytaniem mojego rozmówcę, który chyba nazywał się Rafał. 
-Raczej staramy się oddzielać na boisku życie prywatne od zawodowego, także niestety, nie wiem nic na ten temat. 
-No dobrze. To przepraszam, że zajmuję twój czas. 
-Ja również. 
-No to.. cześć.
-Cześć. -Zakończyłam tą trochę dziwną konwersację. Miałam jeszcze większy mętlik w głowie niż wcześniej. Ale rozwiał go sam zainteresowany, pojawiając się nagle w drzwiach mojego mieszkania. 
-Hej skarbie. -powiedziałeś i uśmiechnąłeś się. 
-Jak trening? -zapytałam, również z uśmiechem. 
-Ciężko było, ale dobrze. -po tej odpowiedzi sama nie wiedziałam, co mam myśleć. -Czemu się tak dziwnie mi przyglądasz? 
-Zamyśliłam się. -odpowiedziałam, całując Cię w usta. Dwóch rzeczy byłam pewna. Że kochałam Cię bezgranicznie, a Ty mnie okłamywałeś. Nie wiedziałam tylko z jakiego powodu. Ale nie dane mi było myśleć o tym dzisiejszej nocy. Bo byłeś ze mną Ty. Czując Twój dotyk na mojej delikatnej skórze, zapominałam o wszystkim. W tym momencie, byłeś tylko moim nieziemskim Niko, którego szczerze kochałam. 

czwartek, 16 kwietnia 2015

Dziewiąty, bo zaczęło spadać.

Objęłam Twoją twarz dłońmi i namiętnie pocałowałam Cię w usta. Ty nie byłeś pijany tak bardzo jak ja, ale wystarczająco, by nie protestować. Jednym ruchem rozpiąłeś zamek mojej sukienki i zsunąłeś ją ze mnie. Poczułam na ciele Twoje ciepłe dłonie i zupełnie się zatraciłam. A Ty byłeś już bez spodni i koszuli. Wziąłeś mnie na ręce i zaniosłeś do sypialni. Położyłeś delikatnie na łóżku i zdjąłeś skarpetki. Następnie dołączyłeś do mnie, obcałowując nawet najmniejszy skrawek mojej rozpalonej skóry. Czułam niesamowicie przyjemne mrowienie, rozchodzące się z miejsc, gdzie zostawiałeś swoje mokre ślady. 
-Nikolay..-wyjęczałam, gdy zdjąłeś ze mnie stanik. Pochyliłeś się i delikatnie musnąłeś moje usta. W następnej chwili zatraciliśmy się w sobie bezgranicznie. Czułam się niesamowicie. Jakbym latała. Wszystko działo się tak szybko, że nawet o tym nie myślałam. Cieszyłam się chwilą. Chwilą z Tobą. Tak cudownie było mi w Twoich ramionach. Gdy poczułam, jak rozpadam się pod wpływem doznań, opadłeś na mnie, całując w czoło. Powoli normowaliśmy swoje oddechy. W tej chwili myślałam tylko o Tobie. O niczym innym. Nie o tym, że być może następnego dnia urwiesz ze mną kontakt, że nie będziesz się odzywał. Zupełnie zapomniałam o wszystkich moich obawach. Liczyłeś się tylko Ty. Leżałam, patrząc w Twoje piękne oczy. Objąłeś mnie delikatnie i palcem kreśliłeś różne kształty, tuż pod moim obojczykiem. Pocałowałam czubek Twojego nosa, na co zaśmiałeś się dźwięcznie. Co dziwne, teraz byłam w pełni świadoma tego co robię. Nie czułam się pijana i Ty chyba też nie. 
-Lui..? -wyszeptałeś.
-Tak? -odgarnąłeś niesforny kosmyk włosów, który opadł mi na czoło. 
-Pamiętasz o tej drugiej niespodziance? -kiwnęłam głową, zachęcając Cię byś mówił dalej. -No więc jedziemy do Paryża. -Powiedziałeś z uśmiechem, a ja zakrztusiłam się śliną. 
-Że co, proszę? 
-No takie małe wakacje. Nie daj się prosić. 
-O mój Boże. Chyba oszalałeś.
-Przecież wiem, że o tym marzysz. -uśmiechnąłeś się zawadiacko a ja pocałowałam Cię w usta. -Czyli się zgadzasz? -zaśmialiśmy się. 
-Wiesz o czym jeszcze marzę? -przewróciłam Cie na plecy, siadając okrakiem na Twoim brzuchu.
-Oj wiem. -pocałowałeś mnie zachłannie, wplatając palce we włosy i po raz kolejny czyniąc mnie najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.

wtorek, 31 marca 2015

Ósmy, bo już południe.

Obudziłam się dziwnie wypoczęta. Poczułam kuszące zapachy dobiegające z kuchni i dziwne odgłosy. Ale już wiedziałam, że to zapewne Ty. Niechętnie wygrzebałam się z ciepłej kołderki i poszłam do kuchni. 
-Dzień dobry, słoneczko! -uśmiechnąłeś się do mnie, jak gdyby nigdy nic. Wyglądałeś cudownie. Ubrany w dość obcisłe jeansy i koszulę w kratę. -Wszystkiego najlepszego! -Przytuliłeś mnie z całej siły. A ja puknęłam się w czoło. No tak, zapomniałam, że dzisiaj są moje urodziny.
-Dziękuję Niko. 
-To nie wszystko. Słońce, życzę ci przede wszystkim dużo uśmiechu, radości, zdrowia, sukcesów w życiu, szczęścia, miłości, ciepła. Spełnienia najskrytszych marzeń i żebyś na zawsze była moją małą, piękną przyjaciółką. -uśmiechnęliśmy się, a Ty pocałowałeś mnie w oba policzki. Następnie podałeś mi małe pudełeczko. 
-Co to jest? 
-Otwórz. -uśmiechnąłeś się. 
-Niko, ja nie chciałam żadnych prezentów..
-Otwórz. -wypełniłam Twoją prośbę, a moim oczom ukazał się piękny i zapewne drogi, srebrny wisiorek w kształcie piłki do siatkówki. -Podoba ci się? -zapytałeś z błyskiem w oku. 
-Jest cudowny, ale ja nie mogę go przyjąć. 
-Niestety musisz. -Uśmiechnąłeś się i założyłeś go na moją szyję. -Żebyś o mnie nigdy nie zapomniała. -Wyszeptałeś, całując moją skroń.
-Nawet nie mam takiego zamiaru. -uśmiechnęłam się. Poczułam, jak się rumienię, ale Ty chyba tego nie zauważyłeś. 
-A i mam też dla ciebie niespodziankę. W zasadzie dwie. Dziś o osiemnastej jestem po ciebie. 
-Co, ale dlaczego?
-Małe party urodzinowe. Załóż coś ładnego, a druga niespodzianka wieczorem. -Mrugnąłeś do mnie okiem, uśmiechnąłeś się i już Cię nie było. Nie zdążyłam nawet o nic zapytać. Jednak ze zrezygnowaniem, poszłam wybrać coś odpowiedniego na wieczór. Postanowiłam też zadbać o siebie i zrobić sobie małe spa. Zaczęłam od relaksującej kąpieli z płatkami róż.
Przez cały czas myślałam o tym, co czeka mnie dziś wieczorem. Trochę się denerwowałam. Obawiałam się reakcji innych ludzi. Tego co powiedzą o mnie, o nas. Jednak wiedziałam, że przy Tobie mogę się czuć bezpiecznie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Myślałam też o tej niespodziance. Zapewne to coś drogiego, czego nie będę umiała przyjąć. Czasami wręcz przeraża mnie fakt, że masz o wiele więcej pieniędzy ode mnie. Strasznie mnie to krępuje. Jednak mimo to, postanowiłam, że będę się dzisiaj dobrze bawić. Dla Ciebie. Bo chcę znów oglądać Twój piękny uśmiech. 

Założyłam najlepszą sukienkę, jaka była w moim posiadaniu, zrobiłam mocniejszy makijaż i podkręciłam włosy. Spojrzałam w lustro i nawet zadowoliło mnie to, co tam ujrzałam. Równo o osiemnastej zapukałeś do moich drzwi. Z uśmiechem na ustach otworzyłam.
-O wow. Nieziemsko wyglądasz kochanie. -Powiedziałeś i pocałowałeś mnie w czoło. Ja się trochę zmieszałam. Dlaczego powiedziałeś mnie 'kochanie'?! 
-Och, dziękuję. -wyjąkałam.
-Idziemy? - wziąłeś mnie za rękę i zaprowadziłeś do samochodu. Przez chwilę myślałam, że jesteś dla mnie jakiś inny. Jakoś tak inaczej na mnie patrzysz. Ale dusiałam to w sobie i próbowałam przekonać, że to moje fanaberie. Wysiedliśmy obok małego, raczej nieznanego lokalu. Zaprowadziłeś mnie do środka, a tam, mnóstwo ludzi śpiewających z uśmiechem 'Sto lat!'. Jak zwykle zrobiłam się jak buraczek i kurczowo trzymałam się Twojego ramienia. Po odśpiewaniu każdy zaczął do mnie podchodzić, składać życzenia oraz dawać prezenty. Skarciłam Cię wzrokiem i z uśmiechem dziękowałam. Wszyscy byli naprawdę mili, czego jakoś nigdy przedtem nie zauważyłam. Żona Krzysztofa Ignaczaka była chyba najbardziej życzliwa, zaprosiła mnie nawet na kawę. 
-Przepraszam, że zapytam. A wy jesteście razem? -spojrzała na nas z uśmiechem. Ja również skierowałam swoje spojrzenie na Ciebie. A Ty tylko uśmiechnąłeś się.
-Nie. My się tylko przyjaźnimy.. -wydukałam, lekko zmieszana. Iwona już nie naciskała, ale uśmiechała się tajemniczo.
-Czy mogę prosić panią do tańca? -usłyszałam Twój głos przy moim uchu. Wyraziłam zgodę skinieniem głowy. Tańczyliśmy, delikatnie kołysząc się w rytm granej akurat wolnej melodii. Twoje dłonie spoczywały na mojej talii, a moje ręce na Twoich barkach. Czułam się jak w bajce. Było idealnie. Potem tańczyłam ze wszystkimi po kolei. Najwięcej z Krzyśkiem, który wręcz był królem parkietu. Po jakichś dwóch godzinach, kilku drinkach i kilkunastu tańcach z Tobą, na salę wjechał ogromny tort, w kształcie słońca. Zaśmiałam się perliście na jego widok. Ty pocałowałeś mnie w czoło.
-Dla ciebie, Słońce. -zaśmiałam się i zaczęłam kroić to piękne, słodkie cudo. Podałam Tobie kawałek, który ugryzłeś tak, by zostało trochę na Twoich ustach. Zachichotałam cicho.
-Masz tu coś. -wyszeptałam, zdejmując palcami trochę słodkiej masy. Ty spojrzałeś na mnie jakoś inaczej. Wydawało mi się, że Twoje oczy pociemniały. Ale szybko o tym zapomniałam. Rzuciłam się w wir tańca. Z Tobą na czele oczywiście. Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa jak teraz. Nie obyło się oczywiście bez alkoholu. Niestety nie udało mi się dotrzymać swojego postanowienia. Ledwie trzymałam się na nogach. Z Tobą było znacznie lepiej. 
-Chodź słoneczko, idziemy do domu. 
-Ale ja chcę tańczyć! -pijana, wyrywałam Ci się, ale Ty cierpliwie wpakowałeś mnie do taksówki, zawożąc do domu. Zaprowadziłeś mnie do mieszkania, pomagając zdjąć buty i kurtkę. 
-Zostań. -wyszeptałam nie do końca świadomie.

sobota, 21 marca 2015

Siódmy, bo prawie najgoręcej.

Po treningu od razu zameldowałeś się w moim mieszkaniu. Zrobiłam nam herbatę i udaliśmy się do salonu. 
-O co chodzi z tymi treningami? -zapytałam a Ty zrobiłeś dziwną minę. -Wiem, że już wcześniej jakieś opuszczałeś. 
-Lui, to znaczy.. ja.. po prostu szykuję tą niespodziankę na Twoje urodziny. -odparłeś, uśmiechając się lekko. Ja również. Ale wiedziałam, na co za chwilę przyjdzie mi odpowiadać. Nie odzywałam się przez chwilę, kierując swój wzrok w podłogę. -A więc, możemy dokończyć naszą wcześniejszą rozmowę? -kiwnęłam delikatnie głową. -Lui, ja na prawdę nie miałem pojęcia. Nie chciałem być takim okropnym przyjacielem. Proszę, wybaczysz mi? -popatrzyłeś mi w oczy. 
-Już dawno Ci wybaczyłam. -odparłam. 'A więc tylko przyjaciel'.
-Obiecuję, że teraz się poprawię. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. -zaśmiałeś się i przytuliłeś do siebie. -Tylko błagam cię, następnym razem przemyśl wszystko, jeśli będziesz chciała się okaleczyć. To na prawdę nie jest rozwiązaniem.. 
-Niko... To nie tak, że ja chciałam sobie coś zrobić. Po prostu byłam zła i uderzyłam w to lustro. A zresztą.. nie mówmy już o tym, okej? -uśmiechnąłeś się. Resztę wieczoru spędziliśmy na wygłupach i zabawie. Dawno nie czułam się tak swobodnie i beztrosko. Tak jak dawniej. Siedzieliśmy, śmialiśmy się. Czułam się cudownie i podejrzewam, że Ty też. Zamówiliśmy bardzo niezdrową pizzę. Zrobiliśmy sobie maraton komediowy. Było fantastycznie. Trochę dziwnie czułam się, gdy dotykałeś mnie przypadkowo, przytulałeś. W dalszym ciągu ta niebezpieczna i chora siła przyciągała mnie do Ciebie. Ale nic nie mogłam zrobić. Dzielnie udawałam, że nic to dla mnie nie znaczy. Że jesteś dla mnie zwykłym kumplem, którym powinieneś być. I tak dotrwaliśmy do końca wieczoru. Potem zebrałeś się. A ja zostałam sama w moim miękkim łóżku. Ale dziś nie piłam. Czytałam książkę. Postanowiłam, już nigdy więcej nie tknąć alkoholu. Przez niego miewam naprawdę głupie pomysły. Myślałam też trochę o swoim życiu. Znowu. Starałam się za wszelką cenę zmienić swoje odczucia względem Ciebie. Ale nie potrafiłam. Byłeś dla mnie większą częścią mojego życia. Jak długo będę się zbierać, po tym,jak mnie zostawisz? Jak odrzucisz? Nie wiem. Ale mimo to zasnęłam z uśmiechem na ustach i głową pełną myśli o Tobie, ubranym w czarny garnitur i czekającym na mnie przed ołtarzem. 

wtorek, 17 marca 2015

Szósty, bo już jest wysoko.

Znalazłeś mnie rano na podłodze mojej małej łazienki i od razu wszcząłeś panikę. Być może widok kobiety leżącej w krwi obok roztrzaskanego lustra może być trochę przerażający, ale nic mi się przecież nie stało. A Ty od razu zawiozłeś mnie do szpitala. Miałam tylko trochę rozciętą rękę i potłuczone palce. Przez całą drogę powrotną nie powiedziałeś ani słowa. Wcześniejszą troskę i strach zastąpiła nieznana mi dotąd mina, która nie wyrażała żadnych uczuć ani emocji. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Wybuchu gniewu? Gdy dotarliśmy na miejsce, bez słowa pomogłeś mi wysiąść z wozu i zaprowadziłeś do mieszkania. Było tam już posprzątane. Usiadłam na kanapie i spojrzałam na Ciebie. 
-Luiza, co się dzieje? -zapytałeś pewnym, ale łagodnym tonem. 
-Nic. -wyrwało mi się od razu, na co zmroziłeś mnie wzrokiem. 
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Co zrobiłam?
-Uderzyłaś w to lustro? Chciałaś sobie coś zrobić? -usiadłeś obok mnie i spojrzałeś mi w oczy. 
-Nie. Tylko.. -odparłam trochę niepewnie. -Mam już tego dosyć. -zebrałam w sobie tą odwagę. Postanowiłam, że powiem Ci wszystko. 
-Nie rozumiem. 
-Wiesz jak to jest być ciągle na drugim miejscu? Ciągle zastąpioną przez coś lepszego? Ciągle ignorowaną? Ja mam już tego dość. Chcę wiedzieć na czym stoję. Wiesz, tu w Rzeszowie mnie nic nie trzyma. Nie uczę się, nie mam pracy, nie mam rodziny. Jestem tu praktycznie sama...
-Chcesz wyjechać? 
-Nie. Nie chcę wyjeżdżać. Chcę po prostu wiedzieć, co między nami jest. -powiedziałam na jednym wdechu. Byłam strasznie zdenerwowana. 
-Lui, wiesz, że jesteś dla mnie.. -zacząłeś, ale nie było dane Ci dokończyć, ponieważ zadzwonił dzwonek. Szczerze to nawet się ucieszyłam. Bałam się tego co powiesz. W drzwiach stał Krzysiek Ignaczak.
-Cześć piękna. Zastałem Nikolaya? 
-Cześć. Akurat tak. -przywitaliśmy się i wszedł do mieszkania. Ku mojemu zdziwieniu chciał osobiście dopilnować, aby szanowny Penchev pojawił się dziś na treningu. Tak więc musieliśmy przełożyć naszą rozmowę na kiedy indziej, a dodatkowo poruszyć właśnie temat Twoich rzekomych treningów.