środa, 30 września 2015

Dwudziesty, bo ranki bywają mgliste i deszczowe.

Popatrzyłam zdezorientowana na rozgrywającą się obok mnie scenę. Poczułam niechciane ukłucie zazdrości w środku. W tym czasie mój chłopak odkleił się od mojej siostry. 
-Rafał? Jak dobrze cię widzieć!
-Matko, nie widzieliśmy się od tylu lat.. Co u ciebie słychać? Nie wierzę, że tu jesteś. 
-To długa historia.
-Hmmm. Ja również bardzo cieszę się z waszego milutkiego spotkania, ale powie mi ktoś wreszcie o co tu chodzi?
-No tak. Przepraszam kochanie. Po prostu jesteśmy z Amelią starymi znajomymi. -powiedział mój chłopak, całując mnie w policzek. -Tak właściwie, to jak mnie tu znalazłaś? 
-Och. Wybacz. Przyszłam do Luizy. To moja siostra. -powiedziała blondynka, spuszczając lekko wzrok. 
-Co? .. Naprawdę? 
-Tak. Myślę, że powinieneś już iść. -powiedziałam do Rafała. Spojrzałam na siostrę. 
-Właściwie to.. ja mogę iść. Nie chcę przeszkadzać..
-Och, ależ skąd. Jak mogło ci to przyjść do głowy. Nie przeszkadzasz. -powiedziałam przesłodzonym głosem. 
-Luiza, o co chodzi? Czemu właściwie nigdy nic o Amelii nie mówiłaś? 
-Rafał błagam, idź do domu. To nie jest najlepszy moment. Czego tu chcesz? -zwróciłam się do dziewczyny. 
-Ja.. chciałam cię odwiedzić.. Nie wiedziałam, że znasz Rafała i że tu będzie.. 
-Rafał wyjdź. 
-Kochanie.. 
-Proszę, zostaw nas same. -Najpierw spojrzał niepewnie na mnie, wściekłą do granic możliwości, a potem na nią. 
-Jeśli tak chcesz. -powiedział. Ubrał kurtkę i pocałował mnie w usta. -Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować. -I wyszedł. Stałam twarzą w twarz z moją siostrą. Siostrą, której nie widziałam osiem lat. Która zostawiła mnie osiem lat temu. Samą, bez nikogo. 
-Jak śmiesz tu przychodzić... -zaczęłam, ale w moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Przypomniało mi się wszystko to, co wtedy czułam. Wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebowałam, zostawiła mnie bez jednego słowa. -Jak możesz...
-Przepraszam.. Tak bardzo cię przepraszam.. -Łzy płynęły po moich policzkach. Tak bardzo nie chciałam pokazać jej moich słabości, ale nie umiałam tego przerwać. Nie miałam zamiaru jej wybaczyć. Ani teraz, ani nigdy. 
-Myślisz, że jakieś jedno, pieprzone przepraszam wystarczy?! Myślałaś, że przyjdziesz tu i co? Rzucę ci się w ramiona i o wszystkim zapomnę?! Że wybaczę?! Nigdy ci tego nie wybaczę! 
-Luiza.. błagam.. Daj mi się wytłumaczyć..
-Co ty chcesz tłumaczyć?! -wykrzyknęłam. Byłam w furii. Nie pojmowałam, jak ona mogła przyjść tu, jak gdyby nigdy nic. -Nienawidzę cię, wiesz? -syknęłam jej w twarz. -Rodzice nigdy by ci tego nie wybaczyli. Nie jesteś godna nazywać się ich córką.. -powiedziałam. Amelia zamknęła oczy i rozpłakała się. -Wyjdź stąd. Powiedziałam: wyjdź stąd! 
-Luiza.. 
-Brzydzę się tobą. -Spojrzała na mnie swoimi idealnymi, błękitnymi oczami. Widziałam w nich pustkę i żal. 
Nie umiałam jednak jej wybaczyć. Osiem lat temu obiecałam sobie, ze nie zrobię tego nigdy w życiu. I zamierzam dotrzymać słowa. 
Patrzyła jeszcze przez chwilę, a potem odwróciła się i wyszła z mieszkania. 
Opadłam na kanapę w salonie. Spojrzałam na talerze z niezaczętym jedzeniem, stojące na stole. Ukryłam twarz w dłoniach i płakałam. Miałam mętlik w głowie. Wszystko we mnie eksplodowało. Bolała mnie głowa.  Nie mogłam pojąć, że mogła tutaj tak przyjść. Bez żadnego ostrzeżenia, bez znaku życia przez tyle lat. To nie zupełnie było tak, że jej nienawidziłam. Po prostu bardzo mnie to wszystko bolało. To w końcu była moja siostra. Mimo wszystko, gdzieś w głebi serca nadal ją kochałam. Lecz w tym momencie moja niechęć, ból i żal przysłoniły wszystko inne. Czułam się jak bezbronna lalka, w którą wbija się szpilki. Wtedy, przez ten cały czas, teraz. Za każdym razem gdy o niej pomyślałam kolejna szpilka wbijała mi się w serce. A teraz przyszła tu i wyciągnęła je wszystkie za jednym zamachem, pozostawiając otwarte, krwawiące rany. To było dla mnie nie do zniesienia. Myślałam o niej, o Rafale, dlaczego się znali. Myślałam o rodzicach, o.. Nikolay! Wybrałam szybko jego numer telefonu. Nie obchodziło mnie, że spędziłam na kanapie kilka godzin i że właśnie dochodzi druga w nocy. 
-Tak? -usłyszałam zaspany głos.
-Niko, potrzebuję cię.. Błagam, przyjedź.. -Niechciane łzy znów płynęły po moich policzkach. 
-Luiza? Co się stało? 
-Przyjedź do mnie proszę.. 
-Oczywiście. Za dziesięć minut będę. -rozłączył się. Rzuciłam telefonem w przeciwległą ścianę, skuliłam się na kanapie i czekałam. 
Myślałam, że trwało to wieczność, ale w końcu usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam. 
-Luiza.. O mój boże.. Wszystko dobrze? -Niko objął moją twarz dłońmi i oparł swoje czoło o moje. 
-Nie.. -wychlipałam. -Jak dobrze, że jesteś... 
-Jestem.. -przytulił mnie. Czułam przyspieszone bicie jego serca, jak gdyby biegł. 
-Jak.. się tu dostałeś?
-Biegłem.. Nie chciał odpalić mi samochód..
-Niko...
-Cii.. Chodź, jesteś wykończona, musisz się położyć. -Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Przy nim czułam się tysiąckroć razy lepiej, jednak otępiające uczucie bólu dalej mnie niszczyło. -Spokojnie. Jestem tu. -powiedział, gdy zaczęłam się trząść. -Zimno ci? -pokiwałam głową, gdyż na nic innego nie miałam siły. Niko położył się obok i przytulił mnie. Byłam mu przeogromnie wdzięczna, że o nic nie pytał. Po prostu był. Wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałam. Teraz już był... 

sobota, 12 września 2015

Dziewiętnasty, bo nastał nowy dzień.

Z głębokiego snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika. Zerwałam się od razu z łóżka. Dziś był mój bardzo ważny dzień. Dziś ważyły się losy mojej przyszłości. Od pewnego czasu pracowałam w jednej z rzeszowskich redakcji. Moja pensja nie była ogromna, ale zupełnie wystarczająca. Poza tym nie potrzebowałam pieniędzy, miałam ich w sumie pod dostatkiem, chociaż przez większość życia z tego nie korzystałam. Po prostu nie czułam takiej potrzeby. Podczas gdy moi znajomi imprezowali, kupowali drogie rzeczy, jeździli najnowszymi samochodami, ja wolałam przekazać coś jakiejś fundacji. Taka po prostu byłam. Gdy ubrałam się i byłam gotowa do wyjścia, zadzwonił mój telefon.
-Tak, jestem gotowa. -odpowiedziałam pewnie, rozłączając się. Wiedziałam, że ta decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje, ale wolałam o tym teraz nie myśleć. Wyszłam z mieszkania, zamykając drzwi na klucz.
Gdy dotarłam na miejsce, przed budynkiem czekała już na mnie Julita. 
-Cześć. Dobrze, że już jesteś. 
-Hej. Możemy już wejść?
-Tak. Czekają na nas. -weszłyśmy do sporego budynku. Po kilkudziesięciu minutach z uśmiechem wracałam do mieszkania. Co prawda nie wiedziałam jeszcze, jak mam o tym powiedzieć Rafałowi, ale niedługo będę musiała to zrobić. 
Nie przewidziałam jednak, że los lubi konkretnie niszczyć wszelkie plany.
W domu wstawiłam wodę i zrobiłam herbatę. Pijąc mój ulubiony, gorący napój, czytałam leżącą na stole gazetę. Zadzwoniłam do Buszka. 
-Cześć kochanie. Jak trening? 
-Hej. W porządku. Co słychać?
-Pomyślałam, że mógłbyś wpaść do mnie wieczorem na kolację. Co Ty na to? -zapytałam, myśląc o tym, co muszę mu powiedzieć.
-Hyym. Kusząca propozycja i chyba skorzystam. -zaśmiał się, a ja na moment straciłam całą radość, jaka mnie ogarnęła z powodu czekającej mnie sprawy. To będzie zdecydowanie trudniejsze, niż sądziłam.
-Może o 18?
-Pewnie. Do zobaczenia misiu. -odłożyłam telefon i wyszłam na balkon. Myślałam chwilę o tym, co mnie czeka. Czy to wszystko jest właściwe i czy na pewno właśnie tym chcę się zająć. Postanowiłam jednak przestać się tym zadręczać i zacząć przygotowania do wieczoru. 
Przygotowałam dwa nakrycia, starannie ozdabiając cały stół. Ugotowałam kolację i zaczęłam się ubierać oraz malować. Zajęło mi to niecałe trzydzieści minut. Trzydzieści minut, które w większym stopniu przeznaczyłam na przygotowanie tego, co chciałabym powiedzieć Rafałowi tak, aby wszystko dokładnie zrozumiał. Mimo iż sądziłam, że doskonale wiem, jak potoczy się dzisiejszy wieczór, to kiedy otworzyłam przed nim drzwi i ujrzałam go pięknego, ubranego w białą koszulę i jeansy, zapomniałam o wszystkim, co sobie ułożyłam w głowie. 
Rafał przywitał mnie czułym pocałunkiem, przytulając dłużej niż zwykle, jak gdyby wiedział, co miało się dzisiaj stać. 
Zaprowadziłam go do salonu. 
-Wyglądasz, jakby coś Cię trapiło. -zagaił.
-Nic mi nie jest. Po prostu cieszę się, że Cię widzę. -posłałam w jego stronę szczery uśmiech. Usiedliśmy do stołu i jedliśmy. Przy Rafale część moich problemów znikała. Nie umiałam się przy nim zadręczać właściwie niczym. Był moim lekarstwem. Lekarstwem na wszystko. Przy nim zapominałam o otaczającym nas świecie. O tym, co dzieje się dookoła. Buszek był jak dotąd jedynym mężczyzną, który był wobec mnie zupełnie szczery. Tak przynajmniej mi się wydawało. Nie udawał nikogo innego. Był taki, jaki był. I to chyba właśnie ze względu na tą cechę, tak bardzo go pokochałam. Uwielbiał mnie zaskakiwać, obdarowywać drobnymi prezentami. Ja uwielbiałam jego szczery uśmiech. Uwielbiałam, kiedy gotował i grał w siatkówkę. Obie te rzeczy robił z przeogromną pasją, którą widać było w jego oczach. Póki co, wszystko było idealnie. 
Idealnie, dopóki usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
-Dziwne, kto to mógłby być.. -powiedziałam i udałam się, aby otworzyć.
Widok osoby, która stała przed drzwiami, sparaliżował mnie. Patrzyłam jej w oczy i nie dowierzałam. Powróciły do mnie wszystkie wydarzenia sprzed dziewięciu lat. Momentalnie wypełniła mnie cała gorycz i żal, jaki wtedy czułam. Nie mogłam opisać słowami, jak mocno zaskoczył i zabolał mnie jej widok. 
-Cześć. -powiedziała, uśmiechając się delikatnie. 
-Kochanie wszystko w porządku? - usłyszałam z salonu. Nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa. Przy mnie znalazł się Rafał.
-Amelia?! -wykrzyknął, biorąc moją siostrę w ramiona.

piątek, 4 września 2015

Osiemnasty, bo słońce już zaszło. -Ostatni?

-Wybacz, ale umówiłam się z Rafałem. -powiedziałam z lekkim uśmiechem, gdy kilka dni później zaproponowałeś wypad na miasto.
-Co? Już mnie zostawiasz dla faceta? Oj Lui, Lui. -zaśmiałeś się. -I co ja mam teraz z tobą zrobić? 
-Wybaczyć? 
-Oj idź ty. A wiesz. W sumie to też się dzisiaj spotkam z Ilą. Zrobię jej niespodziankę. 
-I tak trzymaj. Ale wiesz, ja jestem kobietą i potrzebuję trochę czasu żeby się przygotować, także..
-Jasne, jasne. Już mnie nie ma. 
-Kocham Cię. 
-Wiem. -zaśmiałeś się i wyszedłeś. A ja odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że wyjaśniliśmy sobie wszystko i wszystko powiedzieliśmy. Było mi tak znacznie lżej. W końcu dokładnie wiedziałam, czego chcę od życia. A był to związek z Rafałem. Coś, czego brakowało mi przez tyle czasu. Druga, ukochana osoba, z którą dziś znów wybierałam się na randkę. Tym razem do restauracji. 
Gotowa czekałam jakieś dziesięć minut. Usłyszałam pukanie do drzwi i otworzyłam je, uśmiechając się zmysłowo. Rafał przywitał mnie namiętnym pocałunkiem. Przez chwilę zapragnęłam nigdzie się nie ruszać, tylko zostać tutaj z nim i spędzić ten wieczór, a może nawet i noc, tylko we dwoje. Ale nie chciałam tego za bardzo przyspieszać. Oboje nie byliśmy jeszcze na to gotowi. 
Zajęliśmy stolik w jednym z najdroższych lokali i złożyliśmy zamówienie. Jedzenie było przepyszne. Po kolacji wybraliśmy się na spacer. Opowiadaliśmy sobie historie z dzieciństwa, idąc i trzymając się za ręce. Było mi z nim wspaniale. Mimo iż znaliśmy się tak krótko. Po prostu czułam, że to właśnie ten. 


**
Moja bajka z Tobą się zakończyła. Ty znalazłeś kobietę swojego życia, a ja mężczyznę. 
Nasze słońce już zaszło, ale przecież po nocy, zawsze wstaje nowy dzień. 

___________________________________________
Dziękuję, za prawie 10000 wyświetleń i ponad 100 komentarzy. Naprawdę się tego nie spodziewałam. Więc dla najlepszych czytelników na świecie mam coś w zanadrzu. 
Jeśli tylko będziecie chcieli.
To jeszcze nie koniec! :**

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Siedemnasty, bo jego ostatnie chwile.

Obudziłam się i leniwie podniosłam powieki. Leżałam przytulona do ciepłego ciała Rafała. Spał, oddychając spokojnie i uśmiechając się delikatnie. Pocałowałam go w policzek i delikatnie musnęłam palcami jego szczękę. Otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie ciepło. 
-Dzień dobry. -powiedziałam z uśmiechem.
-Oj dobry, dobry. -zaśmiał się i pocałował mnie w czubek nosa. Następnie przewrócił na plecy i wpił się w moje usta. Oddałam pocałunek z ogromną pasją. Gdy oderwaliśmy się od siebie, zarządziłam śniadanie. Poszliśmy do kuchni i razem przygotowaliśmy jajecznicę. Buszek cały czas mnie przytulał i całował lub szeptał do ucha czułe słówka. Czułam się niesamowicie. Przy nim stawałam się zupełnie innym człowiekiem. Po śniadaniu Rafał odwiózł mnie do mieszkania, a sam pojechał na trening. Odświeżyłam się w łazience i zaczęłam przygotowywać obiad. Bardzo lubiłam to robić, mimo iż nie musiałam. Miałam jednak nadzieję, że dziś znów do mnie wpadniesz. I nie myliłam się. Zjedliśmy w ciszy. Przez kilka ostatnich dni myślałam o tym, co się między nami działo, o tej dziewczynie, z którą Cię widziałam i w ogóle o wszystkim. Chciałam z Tobą porozmawiać właśnie o tym wszystkim. 
-Nikolay? 
-Tak? 
-Wiesz, że musimy pogadać. O wszystkim. Niby sobie to wyjaśniliśmy, ale dalej nie jest tak, jak powinno być. -powiedziałam.
-Tak. Myślę, że już najwyższy czas. 
-Chcesz zacząć? 
-Tak, Lui. Bo widzisz. Odkąd cię poznałem, stałaś się moją najlepszą przyjaciółką. Uwielbiałem cię. Ale ostatnio tak jakby zacząłem czuć do ciebie coś więcej. Wiesz, broniłem się przed tym wszelkimi sposobami. Zacząłem umawiać się na mnóstwo randek, o czym wiesz. Ale nie potrafiłem. Nie chciałem też zniszczyć naszej przyjaźni, nie miałem pojęcia jak zareagujesz, jeśli ci o tym powiem. Później wszystko potoczyło się jak się potoczyło. Nie mówię, że tego żałuję, ale to nie było to. Sama pewnie o tym wiesz. Dlatego nie mówiłem nic o swoich uczuciach. Nie byłem niczego pewien. A później poznałem kogoś. Kobietę, na widok której miękły mi kolana. I zdałem sobie sprawę, że to co czułem do ciebie to przywiązanie, troska, ale na pewno nie miłość. Zdałem sobie sprawę, że jesteś dla mnie jak siostra. Dlatego nie odzywałem się przez pewien czas. Chciałem sobie to wszystko poukładać, ale nie chciałem żebyś cierpiała. Niektóre rzeczy między nami doszły stanowczo za daleko i musiałem coś zrobić. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. 
-Och, Niko. Czy wiesz, że ja byłam w takiej samej sytuacji? Też wydawało mi się, że się w Tobie zakochałam. Teraz wiem, że tak nie było. I oczywiście nie mam Ci nic za złe. Dzięki temu poznałam kogoś. Wiesz, raczej go znasz. To Rafał Buszek. -uśmiechnęłam się. 
-Naprawdę? -zapytałeś w lekkim szoku, ale zaraz też się uśmiechnąłeś. -Czyli jednak mówił dziś prawdę, że związał się z najwspanialszą kobietą pod słońcem. Ale Lui, kiedy? 
-Och. Wiesz, wtedy co zniknąłeś na kilka dni i nie było Cię na treningu. Na początku do mnie zadzwonił, później był tutaj żeby porozmawiać i tak jakoś się zaczęło. -uśmiechnęłam się i zarumieniłam. -Czyli też mam rozumieć, że jesteś z tą kobietą, z którą widziałam Cię pod hotelem? Kłamco.
-Co? To chyba ty, szpiegu podstępny. -zaśmialiśmy się. -Tak, jestem z nią. Nazywa się Iliana. 
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwy.
-I wzajemnie. To co, oglądamy jakiś film? 
Znów rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie, robiąc wcześniej popcorn. Znów mogłam spokojnie pooglądać z Tobą kolejny, głupi film. Ale w takich momentach to się nie liczyło. Liczyło się to, że Cię miałam. Miałam mojego wspaniałego przyjaciela. Przyjaciela, z którym wreszcie mogłam być do końca szczera i który był szczery również w stosunku do mnie. Nie zdawałeś sobie nawet sprawy, jak wiele to dla mnie znaczy. W końcu to Ty byłeś tym, dzięki któremu moje życie nabrało barw. Dzięki Tobie zaczęłam się śmiać i tak naprawdę dzięki Tobie poznałam Rafała. Moją wielką wdzięczność wyrażałam szerokim uśmiechem, goszczącym na mojej twarzy przez cały wieczór. Wiem, że to dla Ciebie najlepsza nagroda, jaką mogę Ci ofiarować. 

sobota, 8 sierpnia 2015

Szesnasty, bo jeszcze się przebija.

Rafał odstawił mnie do domu i przyrzekł, ze tak łatwo się go nie pozbędę. Zaoferował kolację, już tylko we dwójkę, na pojutrze. Zgodziłam się z uśmiechem. W końcu zaintrygował mnie ten mężczyzna i chciałam go bardziej poznać. Był przystojny, inteligentny, miał świetne poczucie humoru i był niesamowicie rodzinny. Widać było, że bardzo kocha i szanuje swoich bliskich. Chciałam też poznać jego charakter, osobowość, co lubi. Dodatkowo czułam się przy nim jakoś tak inaczej, wyjątkowo. 
Przez ten cały czas nie zapomniałam o Tobie. W końcu byłeś moim przyjacielem i nie łatwo jest z tego tak z dnia na dzień zrezygnować. Wybrałam Twój numer. 
-Hej Niko. -zaczęłam.
-O, Lui. Hej. Co tam słychać? 
-Wszystko okej. Może wpadniesz dziś do mnie po treningu na obiad? 
-No jasne. A co robisz? 
-Zgadnij. 
-Jeśli to co myślę, to będę od razu. 
-Haha, właśnie tak. -pożegnaliśmy się, a ja poszłam przygotowywać bigos. Chciałam sobie z Tobą porozmawiać. Po kilkudziesięciu minutach, usłyszałam dzwonek do drzwi. Wpuściłam Cię do środka i podałam jedzenie. Siedzieliśmy w miłej atmosferze, rozmawiając. Czułam się z Tobą niesamowicie swobodnie, ale inaczej niż dotychczas. Już nie widziałam w Tobie faceta, z którym może coś mnie łączyć. Byłeś bardziej jak brat. I bardzo się z tego cieszyłam. Oczywiście obawiałam się trochę. Bałam się, że z Rafałem może być podobnie jak z Tobą. No ale przecież on mi się podoba od początku. W Tobie zauroczyłam się dopiero po dłuższym czasie znajomości. Odepchnęłam teraz od siebie te myśli i rozkoszowałam się chwilą, pijąc półsłodkie wino i gapiąc się z Tobą u boku w telewizor. 
Następnego dnia obudziłam się i było mi strasznie niedobrze. Od razu pobiegłam do łazienki. Później było trochę lepiej, choć nadal było mi trochę słabo. Obwiniałam tym wczorajsze dwie butelki wina. 
Posprzątałam trochę w mieszkaniu i poszłam na zakupy. W drodze powrotnej zadzwonił do mnie Buszek. 
-Hej porywaczu. -powiedziałam. 
-Haha, hej moja ofiaro. -zaśmialiśmy się. -Dzisiejszy wieczór nadal aktualny? 
-Jasne. 
-W takim wypadku wpadnę po Ciebie o dwudziestej. 
-Okej. Obowiązkowy strój wieczorowy? 
-Może być po prostu sukienka. 
-Nie ma sprawy. Do dwudziestej? 
-Do zobaczenia. -rozłączył się a ja się uśmiechnęłam. Jego męski głos powodował w moim żołądku dziwne wibracje. Zaczęłam się poważnie o siebie martwić. Jak na razie nie powiedziałam Ci nic o moich spotkaniach z Twoim klubowym kolegą. Nie uznałam tego za konieczne. Wróciłam do domu i odświeżyłam się. Do wieczora miałam jeszcze mnóstwo czasu. Zaparzyłam sobie herbatę i oglądałam telewizję. Przeglądałam też trochę gazet i ogłoszeń o pracy. Muszę sobie coś w końcu znaleźć. Zaznaczyłam kilka możliwych opcji, jednak żadna z nich nie była zupełnie tym, co chciałam robić. No cóż, może jeszcze coś znajdę, a jeśli nie, to będę się musiała tym zadowolić. 
Około godziny siedemnastej wzięłam kąpiel. Umyłam i wysuszyłam sobie włosy, a następnie zabrałam się za malowanie paznokci. Gdy skończyłam swoje upiększenia było już po dziewiętnastej. Zrobiłam delikatny makijaż. Założyłam czarną sukienkę. Wyglądałam okey, więc spokojnie czekałam na przyjście Rafała. Zapukał i wszedł do środka. Jak zwykle wyglądał olśniewająco. Przynajmniej dla mnie. 
-Wyglądasz pięknie. -powiedział, całując mnie w policzek. 
-Dziękuję. Idziemy? -zapytałam.
-Tak. -zamknęłam drzwi i wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do czarnego samochodu. W przeciwieństwie do Twojego auta, w tym czułam się dobrze i bezpiecznie, choć było równie drogie i szybkie. 
-Gdzie mnie zabierasz? 
-Do siebie. Sam gotowałem. 
-Ty gotujesz? -spojrzałam na niego. 
-Tak. Uwielbiam to robić. Gdyby nie siatkówka, to pewnie byłbym kucharzem. -nie odpowiedziałam tylko spojrzałam delikatnie na jego twarz. Zaskoczył mnie tym zupełnie. Uwielbiałam jak facet umie robić cokolwiek w domu. Dotarliśmy na miejsce i Buszek otworzył mi drzwi. Jego mieszkanie było urządzone bogato, ale w dobrym i przytulnym stylu. Najbardziej spodobał mi się salon. Ciemna podłoga, ciepłe, brązowe ściany i ogromna beżowa kanapa. Do tego dość duży telewizor, kwiaty, stojące na małym stoliku, a na drewnianej szafce mnóstwo zdjęć. Rozpoznałam tam całą jego rodzinę. Na jednej fotografii był też on w towarzystwie jakiejś uroczej blondynki. Odłożyłam delikatnie zdjęcie, ale w tym momencie do salonu wszedł Rafał. 
-To moja była narzeczona. -powiedział, siląc się na obojętność. 
-Mogę spytać dlaczego była? 
-Za bardzo się różniliśmy. A poza tym, miała dość tego, że ciągle nie ma mnie w domu. -powiedział cicho i zbliżył się do mnie. Odwróciłam się przodem do niego. 
-Przykro mi. 
-Och, niepotrzebnie. Nie mam jej tego za złe. Jesteśmy teraz przyjaciółmi. -usmiechnął się delikatnie. Ja odwzajemniłam ten gest. -Kolacja jest już gotowa. -powiedział i udaliśmy się do przestronnej kuchni, która łączyła się też z jadalnią. Na stole stały pięknie pachnące dania. 
-Wow. -wydusiłam z siebie. Rafał uśmiechnął się i zabraliśmy się za jedzenie. Po posiłku usiedliśmy w salonie z kieliszkami mojego ulubionego trunku - wina. 
-Opowiedz mi coś o sobie. -powiedział
-A co chcesz wiedzieć? 
-Wszystko. 
-Och, nie będzie tego dużo. Moje życie jest nudne. -zaśmialiśmy się. -Pochodzę z małej miejscowości pod Lublinem. Skończyłam studia dziennikarskie. W międzyczasie poznałam Nikolaya i zaprzyjaźniłam się z nim. Od tej pory mieszkam w Rzeszowie. Nie pracuję, ale mam sporo pieniędzy.. po zmarłych rodzicach. Mam też siostrę, ale nie utrzymuję z nią kontaktu. Sama się od nas oddaliła, jeszcze jak rodzice żyli. -powiedziałam, ścierając lekko jedną łzę, spływającą po moim policzku. Rafał był pierwszą osobą, ktorej powiedziałam cokolwiek o mojej rodzinie. A raczej o jej braku. Nawet Ty o tym nie wiedziałeś. Mężczyzna zbliżył się do mnie i mnie przytulił. Sama mocno wtuliłam się w jego ramiona. Było mi tam znakomicie. Nawet lepiej niż przy Tobie. Rafał pocałował mnie w czoło. 
-Jesteś niesamowita, wiesz? -wyszeptał. 
-Co? 
-Tyle przeszłaś, a jesteś tak silną kobietą. -uśmiechnęłam się delikatnie a on popatrzył w moje oczy. Jego świeciły i wydawały mi się najpiekniejsze na świecie. Zbliżyłam swoją twarz i delikatnie musnęłam jego wargi. Oddał pocałunek. W następnej chwili zatraciłam się w tym całkowicie. Pocałowałam go namiętniej, co oddał jeszcze mocniej. Moje ręce błądziły po jego boskim torsie, a jego dłonie po moich plecach. Zaniósł mnie do sypialnie i delikatnie położył na łóżku. Pocałował mnie, a kiedy sięgnął ręką by rozpiąć zamek mojej sukienki, zaprotestowałam. 
-Przepraszam, ale nie mogę. -wyszeptałam i chciałam odejść, ale powstrzymały mnie jego silne ręce. 
-To ja przepraszam. Nie powinienem był. Ale proszę, zostań. -wyszeptał i przytulił mnie do siebie. Położył obok i przykrył nas kocem. Pocałował jeszcze czubek mojej głowy, a ja usnęłam, wtulona w jego ciepłe ciało. 

wtorek, 21 lipca 2015

Piętnasty, bo prawie niewidoczne.

-Zaraz.. rodziny? -zapytałam zdezorientowana i lekko przestraszona.

-No tak. Przepraszam, że dowiadujesz się o tym dopiero teraz, ale nie wiedziałem czy się zgodzisz. -powiedział ze skruchą, ale i nutą rozbawienia w głosie. 
-No bo się nie zgadzam! -powiedziałam, a on tylko się uśmiechnął. -I niby jako kto tam jadę? 
-Jako moja koleżanka. Wiesz, nie wypada tak samemu. 
-A nie mogłeś mi powiedzieć tego odrobinę wcześniej? 
-Jak już wspomniałem, nie chciałem żebyś odmówiła. 
-Dlatego lepiej było mnie porwać? -zapytałam, a Rafał się zaśmiał. 
-Uważasz to za porwanie? -gdy kiwnęłam głową, krzyżując ręce na piersi, spojrzałeś na mnie z iskierkami w oczach i nagle zatrzymałeś samochód. -Jeśli tak, no to nie uważasz, że porywacz powinien wykorzystać jakoś swoją ofiarę? -zapytałeś zmysłowo, zbliżając się do mnie. Po moim ciele przeszedł dreszcz. 
-Coo ty robisz? -wyszeptałam, gdy wziąłeś moją dłoń. 
-Luizo. Przysięgam ci na moją miłość do siatkówki, że przenigdy w życiu nie porwałbym, ani nie wykorzystał nikogo, ani niczego. Nie jestem żadnym psychopatą. Chciałem tylko spędzić z tobą miły wieczór. W takim gronie, w którym mogę być sobą. Jeśli ci to przeszkadza, to możemy wrócić. -powiedziałeś, delikatnie muskając palcami moją trzymaną dłoń. 
-Och, nie. Ja również bardzo chętnie spędzę z tobą ten wieczór. 
-Ale jeśli wolisz, to propozycja porwania i wykorzystania ciebie, jest równie kusząca. -zaśmiałeś się, ruszając sugestywnie brwiami. 
-Oj jedź już. -również się zaśmiałam. Sspojrzałeś w moje oczy, pocałowałeś dłoń i ruszyłeś z uśmiechem na swoich idealnych ustach, których w tym momencie zapragnęłam spróbować.
Droga minęła nam nawet w miłej atmosferze. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy i poznawaliśmy. Było na prawdę przyjemnie. Jednak kiedy stanęliśmy przed jego rodzinnym domem, poczułam się trochę dziwnie. Niepewnie spojrzałam na Rafała. 
-Nie denerwuj się. Przecież Cię nikt nie pogryzie. -usmiechnął się i wziął mnie za rękę, prowadząc do środka. 
-Umiem sama chodzić. -odburknęłam, na co on tylko się zaśmiał. -Jak będziesz niegrzeczna to mogę zrobić coś gorszego. -powiedział tajemniczo.
-Niby co? Szantażysto? 
-Powiedzieć, że jesteś moją dziewczyną i oświadczyć się przy wszystkich, żebyś nie mogła odmówić. -zaśmiał się. 
-Tylko spróbuj. -powiedziałam zła.
-Nie jestem samobójcą. -teraz oboje zaśmialiśmy się i zadzwoniliśmy do drzwi. Otworzyła nam uśmiechnięta starsza kobieta. 
-Dzień dobry. -powiedziałam.
-Cześć mamo. 
-Och, witajcie dzieci. Rafał, nie mówiłeś, że przyjdziesz z dziewczyną. -powiedziała uprzejmie, gdy już byliśmy w środku. 
-To Luiza, moja przyjaciółka. -powiedział, patrząc na mnie. Ja uśmiechnęłam się delikatnie. -Luizo, to moja mama. 
-Bardzo miło mi panią poznać. -odpowiedziałam.
-Och, mów mi Magda. -uśmiechnęła się i zaprowadziła nas do salonu. Poznałam jeszcze tatę Rafała oraz jego dwie siostry wraz z ich małżonkami. Jedna z nich - Kamila, była w ciąży, a druga Anna własnie trzymała na rękach małego synka. Obie panie były bardzo sympatyczne i obie z miejsca polubiłam. Ksawery, bo tak nazywał się siostrzeniec Rafała był nadzwyczaj grzecznym dzieckiem. Nosiłam go nawet na rękach. Był przecudny. Uświadomiłam sobie, że ja też chciałabym mieć dziecko. Kątem oka zauważyłam, jak Rafał mi się przygląda. Po jakiejś godzinie zainterweniował. 
-Lui wystarczy już tych pieszczot, bo jeszcze za bardzo pokochasz to maleństwo. Widzisz jak matka jest zazdrosna. -Wziął ode mnie Ksawerego i oddał rozbawionej Annie. 
-Jasne, jasne. Po prostu Rafałek jest zazdrosny, że Luiza nie zwraca na niego uwagi. -W tym momencie zaśmiałam się razem z dziewczynami. Rafał się zarumienił i poszedł do jadalni z fuknięciem pod nosem 'kobiety'. Kolacja minęła w miłej atmosferze. Jedzenie było przepyszne. A w mojej głowie cały czas był Rafał, który nazwał mnie 'Lui'. Po kolacji razem z owym osobnikiem postanowiliśmy się zbierać. Podziękowałam Magdzie za pyszną kolację, dziewczynom za towarzystwo i pożegnałam się też z ojcem Rafała. Wsiedliśmy do samochodu. Mimo iż było bardzo późno, nie czułam się zmęczona. 
-Dziękuję. -powiedziałam. 
-Za co? -uśmiechnął się. 
-To był cudowny wieczór. Masz na prawdę wspaniałą rodzinę.
-Oj wiem. -zaśmialiśmy się. -Jesteś bardzo zmęczona? 
-O dziwo, nie. Czemu pytasz? 
-No wiesz, trochę drogi przed nami. Nie wiem czy mi tu nie zaśniesz. -puścił mi oko.
-Nie licz na to. -zaśmiałam się.
-Nie to miałem na myśli. 
-Oj wiem, żartuję tylko. -i tak minęła nam podróż do domu. Na miłej rozmowie i uśmiechach. Przy Rafale czułam się cudownie. Jakbyśmy się znali całe życie. 

________________________________
Członków rodziny Rafała wymyśliłam na potrzeby opowiadania :) 

wtorek, 14 lipca 2015

Czternasty, bo niedługo zgaśnie.

Czasami zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie gdybym nie spotkała Ciebie. Czy mieszkałabym w Rzeszowie? Czy mieszkałabym w Polsce? Co bym robiła? 
Wtedy też, uświadamiam sobie, że pomimo wszystko jesteś najlepszym, co mnie spotkało w życiu. Właściwie powinnam Ci podziękować za to wszystko. Za naszą całą przyjaźń. Dzięki Tobie nauczyłam się życia. Dzięki Tobie uwierzyłam w siebie. I dzięki Tobie poznałam osobę, która wkradła się niespodziewanie w moją głowę, jak i nie serce.

Dziś właśnie był Ten piątek. Już dziś miałam się spotkać z Rafałem. Od samego rana chodziłam uśmiechnięta od ucha do ucha. Jak to możliwe? Po treningu wpadłeś do mnie na kawę. Od razu zauważyłeś mój wyśmienity humor. 
-Ej, Luiza. Wybierasz się gdzieś dzisiaj? -zapytałeś, niby nieznacząco. 
-Tak. -odpowiedziałam niepewnie. -A co? 
-A nic, nic. Tak się tylko zastanawiałem. -odpowiedziałeś i uśmiechnąłeś się pod nosem. 
Ja oczywiście się tym nie przejęłam. Byłam strasznie podekscytowana dzisiejszym wydarzeniem. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, ale z drugiej trochę bałam. A co jeśli zaliczę jakąś gapę? Albo Rafał chce się tylko mną zabawić? Moja intuicja jednak podpowiadała mi, że dzisiejszy wieczór będzie udany. I tej myśli się trzymałam. O Tobie praktycznie zapomniałam, więc kiedy zacząłeś machać mi ręką przed oczami, lekko się przestraszyłam.
-Ty mnie w ogóle słuchasz? -zapytałeś, śmiejąc się. 
-Taak, co? -wyrwałam się z zamyślenia i spojrzałam na Ciebie. Podniosłeś brwi do góry i cały czas tajemniczo się uśmiechałeś. 
-Lui co się dzieje? Wyglądasz jakbyś... się zakochała..
-CO? Głupoty pleciesz. -odpowiedziałam trochę za szybko. Przymknęłam powieki i westchnęłam. Ty tylko pokręciłeś głową i zaśmiałeś się w głos, oczywiście uważając, że masz rację. Ale tak do końca nie było. Nie znałam jeszcze Rafała.  Mimo to zarumieniłam się jak głupia, przypominając sobie jego nieziemski zapach i spojrzenie błyszczących oczu.
-Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa. -powiedziałeś poważnie, trochę mnie zaskakując. 
-Co masz na myśli? -spytałam zbita z tropu. 
-Że ten facet jest Ciebie wart, Lui. Jeśli Cię skrzywdzi, spiorę go jak psa. -powiedziałeś i wyszedłeś, pozostawiając mnie w lekkim szoku. Mimo to, zaczęłam przygotowywać się do dzisiejszego wieczoru. 
Umyłam starannie całe ciało i włosy. Natarłam się różnymi specyfikami, zrobiłam mocniejszy makijaż i założyłam jedną z najlepszych sukienek. Efekt, moim zadaniem, zupełnie mi się udał. Wyglądałam naprawdę dobrze. Spryskałam się jeszcze ulubionymi perfumami i spojrzałam na zegarek. Za pięć dziewiętnasta. Zaraz powinien tu być. I właśnie wtedy przed blokiem stanął czarny, drogo wyglądający samochód. A z niego wysiadł Rafał. W garniturze i białej koszuli, wyglądał jak młody bóg. Przynajmniej dla mnie. Przez chwilę zachwycałam się jego wyglądem, ale z transu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Podeszłam i delikatnie je otworzyłam. 
-Wyglądasz nieziemsko. -usłyszałam, po czym uśmiechnęłam się. On przybliżył się i pocałował mnie w policzek. Zarumieniłam się lekko. 
-Dziękuję. Ty też niczego sobie. -również odpowiedział mi uśmiechem. Zeszliśmy na dół. Rafał otworzył mi drzwi od swojego auta i sam usiadł za kierownicą. Moje nozdrza wypełnił jego intensywny i boski zapach. Czułam się lekko otumaniona, gdy ruszaliśmy i jechaliśmy drogą wyprowadzającą nas z Rzeszowa? Spojrzałam ze zdziwieniem na mojego towarzysza. On uśmiechnął się przepraszająco. 
-Cóż. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko sympatycznej imprezie w gronie mojej rodziny. -powiedział męskim i namiętnym głosem, aż zakręciło mi się w głowie. Przynajmniej dopóki zdałam sobie sprawę z jego słów. 
-Zaraz.. rodziny? -zapytałam zdezorientowana i lekko przestraszona.